tlo_01 tlo_02 tlo_03

logo lmk

postacie lmk

STREFA GOŚCIA

Profesor Maria Szpotańska

"Istniejemy, póki ktoś o nas pamięta"
Carlos Ruíz Zafón Cień wiatru

 

Cofam wskazówki zegara pamięci do szkolnych lat..lekcja historii. Przed nami - licealistami, w ciszy "jak makiem zasiał" szczupła sylwetka Pani Profesor. W szarej, wąskiej spódniczce, niebieskim, zapinanym na guziczki sweterku, opowiada o dawnych czasach, ściskając przed sobą dłonie lub rozcierając je, szczególnie mocniej, kiedy szuka w pamięci właściwego słowa do określenia jakiegoś tematu. Mówi spokojnie, ciekawie, nieraz lekko przekrzywia głowę, a kiedy temat jest szczególnie frapujący lub kontrowersyjny, głowa jej zaczyna prawie niewidocznie drgać - jedyna odznaka silniejszych emocji związanych z tematem lekcji. 

Była naszą wychowawczynią, lecz chyba nikt nie odważyłby się podejść do niej na korytarzu i porozmawiać o prywatnych sprawach, lub po prostu - o wszystkim i o niczym. W naszej uczniowskiej skali oceniania nauczycieli mówiliśmy, że jest surowa ale sprawiedliwa. Klasówkii powtórzenia były zapowiadane, ocena jawna, wiadomo było za co i dlaczego jest właśnie taka a nie inna. Na końcu zeszytu mieliśmy skorowidz dat historycznych. Czasem potrafiła przejść szybciutko po klasie
i sprawdzić, czy daty są na bieżąco uzupełniane.

Na maturze miałam zdawać historię. Dzień czy dwa przed egzaminem poszłyśmy do Niej z koleżanką z nieśmiałym pytaniem, czy mogłaby nam jeszcze raz wyjaśnić "problem chłopski" , czyli jak na przestrzeni dziejów regulowane były ustawami i dekretami sprawy pańszczyzny chłopskiej a później ich uwłaszczenia itp. Chętnie nam wyjaśniła, była miła, serdeczna, uśmiechała się do nas życzliwie i zapewniała, że na maturze wszystko będzie dobrze. Kiedy podeszłam do maturalnego stolika, żeby wylosować trzy pytania zapisane na wąskich karteczkach, zauważyłam, że moja Pani Profesor siedząca w środku trzyosobowej komisji, rozsuwając delikatnie owe karteczki, jedną z nich popycha w moim kierunku. A może mi się wydawało? Nie wiem, ale kiedy podniosłam tę karteczkę, przeczytam .."problem chłopski" nie mogłam uwierzyć, że to wszystko dzieje się na jawie!

Historię zdawałam też na egzaminie wstępnym na prawo na toruńskim UMK. Nie wiem jaką ocenę dostałam z egzaminu pisemnego, natomiast na egzaminie ustnym wszystkie moje odpowiedzi na trzy pytania, profesor przerywał i na końcu spytał, z której jestem szkoły? "Z włocławskiego LMK a historii uczyła mnie Pani Profesor Maria Szpotańska" - odpowiedziałam z dumą! "A to widać, po pani odpowiedziach! My tutaj bardzo dobrze znamy i cenimy Panią Profesor Szpotańską! Dziękuję Pani, bardzo ładnie!" Wyszłam z egzaminu jak na skrzydłach i gdybym wtedy natknęła się na moją zawsze skromną i niepozorną a jakże Wielką Panią Profesor, znaną nawet na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, nie bacząc na jej powściągliwość uściskałabym Ją serdecznie!. Później spotkałam Panią Profesor jeszcze kilkakrotnie. Pierwszy raz - na peronie w Toruniu - powiedziałam Jej wtedy, że dostałam się na prawo. To nie ja, ale Ona pierwsza z nieukrywaną radością uściskała mnie i wycałowała.

Szczególnie mocno utkwiły mi w pamięci dwa z nią spotkania. Zaprosiliśmy ją na nasze pierwsze spotkanie klasowe po chyba trzydziestu latach od ukończenia liceum, w kawiarni Teatralnej. Któryś z kolegów przywiózł Ją wtedy swoim samochodem. Wyglądała jak kiedyś, nic się nie zmieniła, tylko kiedy mówiła, od czasu do czasu głos Jej się łamał, jakby brakowało tchu. Kazała nam opowiadać o sobie, o swoich rodzinach i dzieciach. Siedziała i słuchała, jak zawsze skromna, niepozorna, oglądała z nami zdjęcia, cieszyła się naszą radością i naszymi życiowymi sukcesami. "Pani profesor, jak to jest, że Pani pamięta nawet nasze imiona, przecież tylu uczniów Pani miała?" - spytał ktoś z nas. "Przecież wy jesteście moimi dziećmi, jakże mogłabym was nie pamiętać" - powiedziała wtedy, a nam, jak małym dzieciom zakręciły się łezki w oczach! I ostanie moje z Nią spotkanie na procesji w dniu Bożego Ciała. Pytała czy wiem, że Maria Wycichowska nie żyje? /nauczycielka wf. w LMK/ Wiedziałam. "Teraz na mnie kolej"- powiedziała. "Ale co Pani mówi, Pani Profesor, przecież Pani świetnie wygląda, nic się Pani nie zmienia!" - powiedziałam z oburzeniem. "Ale źle się czuje Haniu, słaba jestem".

Tak jak przeczuwała, tak się stało. Odeszła jeszcze tego samego roku 1998 spokojnie, cichutko, tak jak żyła. W moim sercu żyje nadal.. przecież jak sama powiedziała, jestem Jej dzieckiem, dzieckiem mojej Wychowawczyni Pani Profesor Marii Szpotańskiej.

A. M. uczennica klasy "b" III Liceum im. M. Konopnickiej, rok ukończenia szkoły1965.

dziennik elektroniczny

aktualnosci LMK

galerie lmk

Wydarzenia

Sierpień 2017
Pn Wt Śr Cz Pt So N
01
02
03
04
05
06
07
08
09
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31

Najbliższe wydarzenia

Brak nadchodzących wydarzeń!

 

srebrne liceum
 
bip
 
biblioteka
Biblioteka

 

Hymn szkoły

pl pl pl